OGŁOSZENIE!!!

Z powodu pojawienia się spamu na blogu z dniem dzisiejszym przywrócona zostaje moderacja komentarzy. Wszelkie informacje możecie Państwo uzyskać pod adresem mailowym konzentrazion.lager@gmail.com



7 stycznia 2011

66 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz Brzezinka tuż tuż

Muzeum Auschwitz zaprasza na obchody 66 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz Brzezinka.Więcej informacji znajdziecie Państwo na stronie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Rocznica odbędzie się 27 stycznia 2011 roku.

Serdecznie zapraszamy my jako współautorzy bloga jak i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau 

"Sobibór"-Nowa publikacja pod redakcją merytoryczną Marka Bema



Książka pod tytułem "Sobibór" pod redakcją merytoryczną dyrektora muzeum we Włodawie  Pana Marka Bema jest najnowszą publikacją dotyczącą Sobiboru po książce Thomasa Blatta "Ucieczka z Sobiboru.".

"Przedstawiamy  unikatową opowieść o hitlerowskim obozie śmierci Sobibór, funkcjonującym w czasie II wojny na wschodnich krańcach Lublelszczyzny.Niemcy z bezwzględną skutecznością przeprowadzali tam  program masowej , natychmiastowej zagłady Żydów.W październiku 1943 roku więźniowie zorganizowali bunt, w wyniku którego wielu z nich udało się zbiec.Po tym wydarzeniu Niemcy zlikwidowali tę katownie.W książce znalazły się relacje dwunastu spośród ocalałych więźniów.Dziesięć z tych świadectw ukazuje się w Polsce po raz pierwszy"

Powinien ją przeczytać każdy kto lubi literaturę tego typu oraz jest prawdziwym pasjonatem tego okresu historii.

5 stycznia 2011

Błogosławieni męczennicy KL Stutthof


Błogosławiony ks. Franciszek Rogaczewski
Urodził się 23 grudnia 1892r. w Lipinkach koło Świecia na Pomorzu. Szkołę podstawową ukończył w Lubichowie, a następnie uczęszczał do Gimnazjum w Chełmnie, a później do Collegium Marianum w Pelplinie, gdzie w 1913 roku podjął również studia filozoficzno-teologiczne. Święcenia kapłańskie otrzymał 16 marca 1918r. W czasie I wojny światowej przez rok pracował jako sanitariusz, a po wojnie przez dwa lata jako wikariusz w Nowym Mieście Lubawskim na Pomorzu. Stamtąd został przeniesiony do Gdańska, gdzie od 2 kwietnia 1920r. rozpoczął pracę duszpasterską w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Gdańsku-Wrzeszczu. Z chwilą powstania Wolnego Miasta Gdańska przyjął obywatelstwo polskie. W późniejszych latach, chcąc odegrać rolę polityczną, wystąpił z wnioskiem o przyznanie obywatelstwa gdańskiego, które po długich staraniach i wsparciu kół polskich, otrzymał. W okresie międzywojennym ks. Rogaczewski pracował m.in. w kościele pw. św. Brygidy i św. Józefa w Gdańsku. 31 stycznia 1930r. został mianowany proboszczem tytularnym mającego powstać kościoła pw. Chrystusa Króla. 13 października 1938r. prezydent senatu gdańskiego, Artur Greiser, sprzeciwił się nominacji ks. Rogaczewskiego na proboszcza parafii personalnej. Podjęte w tej sprawie interwencje okazały się bezskuteczne. Na takie stanowisko władz gdańskich wpłynęła propolska postawa ks. Rogaczewskiego.
W swojej pracy duszpasterskiej ks. Rogaczewski wykazywał się talentami organizacyjnymi. To z jego inicjatywy, tylko w przeciągu jednego roku pracy w kościele św. Brygidy, powstało około trzydzieści stowarzyszeń kościelnych, w tym orkiestra i chór. Od 1932r. stowarzyszenia te działały przy nowo budującym się ze środków Poloni Gdańskiej i państwa polskiego kościele pw. Chrystusa Króla.
Głównym celem ks. Rogaczewskiego było stworzenie centrum życia religijnego i społecznego dla Polonii Gdańskiej. Bazą miał być kościół pw. Chrystusa Króla. W dolnej jego części wybudowano salki przewidziane na lekcje religii oraz potrzeby stowarzyszeń i kółek. Działalnością objęto dzieci, młodzież i dorosłych. W budowie pierwszego kościoła dla Polaków uczestniczyła Polonia Gdańska, ofiarowując swoją pracę i środki finansowe. Budowę wspomagał Komisarz Generalny RP w Wolnym Mieście Gdańsku oraz polskie instytucje w kraju. 30 października 1932r. poświęcono kościół Chrystusa Króla, a 23 lipca 1936r. dzwony wygrywające pierwsze takty „Bogurodzicy”.
Powyższa sytuacja niepokoiła policję gdańską, w kartotekach której były zarejestrowane 102 polskie organizacje. Jej prezydent, Helmut Froböse, stwierdził, że celem wszystkich tych organizacji jest „szerzenie idei polskiej” i „demonstracja polskości w Gdańsku”.
1 września 1939
W dniu wybuchu wojny ks. Rogaczewski został wraz wikariuszem, ks. Alfonsem Muzalewskim, aresztowany i osadzony w Voktoria Schule. Tam, nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo pobicia przez esesmanów, przez całą noc słuchał spowiedzi i udzielał Polakom absolucji. Mówił przy tym: „Jak nas tu rozstrzelają, to zobaczymy się w niebie”. 2 września rano, w pierwszym transporcie, został przewieziony do obozu koncentracyjnego Stutthof. Tu znalazł się w grupie polskich kapłanów, których podobnie jak Żydów z Gdańska, esesmani traktowali najbardziej brutalnie i kierowali do najcięższych prac. Podobnie jak ks. Komorowski, został oskarżony przez esesmana Neubauera o gromadzenie broni i przygotowywanie kościoła do obrony. Nie ugiął się pod groźbą rozstrzelania i nie potwierdził fałszywych zarzutów, za co został skazany na trzydniowy pobyt w bunkrze, gdzie głodzono go i torturowano. W wieczór wigilijny, pomimo zakazu władz obozu, więźniowie śpiewali polskie kolędy. Władze uznawszy polskich księży za inspiratorów, ukarali ich, w tym ks. Rogaczewskiego, pracą w święta Bożego Narodzenia, a także biciem i szykanami.

Egzekucja

W pierwszej połowie stycznia 1940r. ks. Rogaczewski został wywołany podczas wieczornego apelu i dołączony do grupy kilkunastu gdańskich działaczy, wśród których był też ks. Bernard Wiecki z Gdańska. Grupę tę wywieziono do Nowego Portu, gdzie dołączono do niej jeszcze kilka osób, m.in. ks. Władysława Szymańskiego, duszpasterza Polonii Gdańskiej w Sopocie. Po skompletowaniu, grupę wywieziono na miejsce egzekucji. Przez wiele lat miejsce to nie było znane. Podejrzewano, że więźniów rozstrzelano w Piasnicy. Jednak w 1979r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku, na podstawie przeprowadzonych (m.in. przez Muzeum Stutthof) badań ogłosiła, że miejscem kaźni grupy więźniów, w które znajdował się ks. Rogaczewski, był las niedaleko obozu koncentracyjnego Stutthof. Tam 11 stycznia 1940r. Niemcy rozstrzelali 22-osobową grupę więźniów, w tym ks. Franciszka Rogaczewskiego. Ciała zakopano niedaleko miejsca egzekucji. Szczątki ekshumowano w dniach 10-16 maja 1979r.
W opinii Kościoła i Polonii Gdańskiej ks. Franciszek Rogaczewski zmarł śmiercią męczeńską. Gdańska uliczka, prowadząca od strony Długich Ogrodów, do kościoła pw. Chrystusa Króla, nazwana została jego imieniem. W 1999r. papież Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze.
Na podstawie książki Elżbiety Grot „Błogosławieni Męczennicy Obozu Stutthof”.

31 grudnia 2010

Hitlerjugend-hitlerowska organizacja młodzieżowa

 HITLERJUGEND

Rozczarowanie przegraną wojną, głód i nędza miała również wpływ na młodzież w powojennych Niemczech. Bardzo "modne" były różnego rodzaju organizacje komunistyczne, katolickie oraz nacjonalistyczne. Jednak początki Hitlerjugend były trudne. W początkowym okresie działalności partii NSDAP nie miała funduszy ani zbytniej chęci utrzymywania młodzieżowców. Hitlerjugend było traktowane jako piąte koło u wozu. Sytuacja zmieniła się, gdy Hitler zaczął nie podzielnie rządzić w NSDAP. Opublikowany został w gazecie Volkischer Beobachter artykuł, który zachęcał do wstępowania do organizacji Jugendbund, która była poprzedniczką Hitlerjugend. 12 marca 1922 roku na czele tej organizacji stanął Adolf Lenk. W początkowym stadium swojego istnienia Jugendbund podlegała strukturom SA. Członkami tego zrzeszenia mogli być tylko czyści Aryjczycy w wieku od 14 do 18 lat. Każdy nowo przyjmowany członek musiał przysiąc wierność Adolfowi Hitlerowi oraz programowi NSDAP.

Organizacja Jugendbund była podzielona wewnętrznie na: Jungmannschaften (chłopcy od 14 do 16 lat), Jungsturm Adolf Hitler (chłopcy od 16 do 18 lat) oraz sekcje niemieckich dziewcząt. Za oficjalna datę powstania ruchu młodzieżowego uważa się dzień 13 maja 1922 roku, wtedy to władze NSDAP uznały istnienie tej organizacji. W dalszym okresie swego istnienia organizacja Hitlerjugend jest ściśle związana z NSDAP. Po nieudanym puczu w Monachium podobnie jak NSDAP, Hitlerjugend zostaje zdelegalizowana. Jednak pomimo kolejnych aresztowań dzięki upartości Lenka organizacja zostaje odtworzona w 1924 roku. W dalszym ciągu ilość członków jest niewielka i wynosi około 2500 osób. Dopiero w roku 1926 podczas zjazdu partii w Weimarze GDJV przemianowano na Hitlerjugend, Bund Deutscher Arbeiterjugend, lecz wkrótce nazwa została skrócona do Hitlerjugend. Szefem organizacji został mianowany Grauber, zaś za siedzibę uznano Planem w Saksonii. Hitlerjugend nadal była pod porządkowana SA jednak dzięki umiejętnościom Franza Pfeffera von Salomona nawiązana została dobra współpraca. Kolejna zmiana w organizacji działalności młodzieżówki było wprowadzenie podziału terytorialnego na mniejsze jednostki. W związku z tym stworzono 34 tzw. Gau na terytorium Rzeszy oraz 7 poza granicami m.in. w Gdańsku, Sudetach i Austrii. Każda Gau dzieliła się na tzw. Kreise a ta zaś na Zellen, która dzieliła się na Blocks.
Grauber wprowadził dodatkowo opłatę członkowską w wysokości 4 fenigów miesięcznie. W grudniu 1928 roku powstaje sekcja dla chłopców 10-14 lat Deutsch Knabenschaft, która w roku 1931 zostaje przemianowana na Deutche Jungvolk i oficjalnie wchodzi w skład Hitlerjugend. W roku 1929 dzięki młodemu studentowi działającemu w Monachium von Schirach`owi zostaje podpisana umowa regulująca dalszą działalność NSDAP i Hitlerjugend.

Na mocy tej umowy w tym samym roku zostaje opublikowana ustawa, według której każdy członek NSDAP musiał zapisać swoje dziecko do Hitlerjugend. W późniejszym czasie dochodzi do walki o władzę pomiędzy dotychczasowym szefem Hitlerjugend a von Schirach`iem na skutek, której władzę przejmuje ten ostatni. Od 30 stycznia 1933 roku szeregi organizacji młodzieżowej bardzo szybko zaczynają się rozrastać, aby w roku 1939 osiągnąć 7.728.259 członków!. W Hitlerjugend kładziono duży nacisk zarówno na trening fizyczny jak i kształtowanie światopoglądu młodzieży. Organizowano wspólne obozy wakacyjne, które miały na celu zbliżenie do siebie poszczególnych członków klasy. Przeprowadzano też ćwiczenia z musztry, szkolenie w obsłudze broni przeciw lotniczej, a dziewczęta w pierwszej pomocy. 9 marca 1940 roku zostają opublikowane dodatkowe przepisy porządkowe wydane przez policję dotyczące niemieckiej młodzieży, a mianowicie zakaz picia alkoholu, zakaz palenia w miejscach publicznych oraz zakaz przebywania poza domem po godzinie 21.Bardzo szybko przepisy te weszły do kodeksu karnego, co pozwoliło na ich egzekwowanie. 7 sierpnia 1940 roku Baldur von Schirach zostaje przeniesiony na stanowisko namiestnika III Rzeszy w Wiedniu.

Jego następcą zostaje mianowany Arthur Axmann. W międzyczasie nowo sformowana jednostka dostaje pozwolenie od Hitlera na udział w walkach i w szeregach Grossdeutschland bierze udział w walkach we Francji. Od 1941 roku zaczynają się kłopoty z dalszą rekrutacją. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Starsi członkowie Hitlerjugend są powoływani do wojska zaś Ci, co pozostają zaczynają ponosić straty w coraz to częstszych nalotach na niemieckie miasta. Według nie oficjalnych źródeł w okresie od kwietnia 1942 roku do wiosny 1943 ginie 15,500 członków. W roku 1942 powstają specjalne obozy pod egidą Wehrmachtu i SS, do których werbuje się starszych członków Hitlerjugend. Przechodzą oni tam najczęściej 3 tygodniowe przeszkolenie. 26 stycznia 1943 roku w życie wchodzi ustawa, która umożliwia traktowanie członków Hitlerjugend jako podległych służbie wojskowej oraz traktowanie ich przed prawem jako żołnierzy. W połowie 1943 roku Arthur Axmann dostaje pozwolenie od Hitlera na sformowanie dywizji SS z 17 letnich chłopców. W ten sposób powstaje słynna 12 Dywizja Panc. SS "Hitlerjugend". Znana jest ona ze swoich zaciętych walk w Normandii, a w szczególności z obrony rejonu lotniska w pobliżu Caen. Ciągłe porażki na frontach niosą za sobą olbrzymie straty w Hitlerjugend. Jednak do ostatniego dnia walk pozostają oni wierni swojej idei. W roku 1945 rozpoczyna się przeszkalanie 10-12 letnich chłopców w obsłudze Panzerfaustów. W marcu 1945 Martin Bormann wysunął propozycje przeszkolenia i wysłania na pierwsza linie dziewcząt, jednak stanowczo się temu sprzeciwił Axmann. Koniec działań wojennych był również końcem Hitlerjugend. Straty poniesione przez tą jednostkę nie są znane. Wiadomo jedynie ze są wysokie szczególnie, jeśli chodzi o front wschodni. Sowieci traktowali członków Hitlerjugend jak zwykłych żołnierzy i wysyłali ich na Syberię. Wysoka była cena, jaką poniosła niemiecka młodzież za dochowanie wierności Adolfowi Hitlerowi. Reichsjugendfuhrerzy Imie i nazwisko (w nawiasie okres urzędowania) Adolf Lenk (1922-1923) Kurt Gruber (1926-1931) Baldur von Schirach (1931-1940) Artur Axmann (1940-1945)

30 grudnia 2010

Thomas Blatt-"Ucieczka z Sobiboru-Nowa pozycja Thomasa Blatta



Kolejna książka Thomasa Blatta ,Żyda ocalałego z Sobiboru pod tytułem "Ucieczka z Sobiboru to opowieść o życiu w spartańskich warunkach obozu sobiborskiego.

To ważna i głęboko poruszająca książka,napisana przez jednego z bohaterów legendarnej ucieczki z Sobiboru w 1943 roku.Pełna siły i pasji,oddaje cześć pamięci ofiar obozu.Trzeba ją przeczytać
                                                                                                     
                                                                                                Neal M. Sher
                                                                                                   Departament Sprawiedliwości USA

Fragment książki "Ucieczka z Sobiboru"

"Wiedzieliśmy, co nas czeka.Wiedzieliśmy, że jesteśmy w obozie zagłady i nie unikniemy  śmierci.Wiedzieliśmy, że nawet nagły koniec wojny, który może uratować więźniów ze "zwykłych" obozów koncentracyjnych, nie ocali nas. Tylko desperackie działania mogły skrócić nasze męki i stworzyć jakieś szanse ucieczki.Narastała i dojrzewała wola oporu.Nie marzyliśmy o wyzwoleniu ; mieliśmy tylko nadzieję na zniszczenie obozu i śmierć od kuli zamiast w komorze gazowej.Nie zamierzaliśmy niczego Niemcom ułatwiać."

P.S Jak każda książka Blatta ta jest także bardzo dobrze napisana.Czytelnik czytając tą pozycje literacką "wędruje"razem z autorem w świat historii SS Sonderkommando Sobibór.


20 grudnia 2010

Na tropach tajemnic: "Zagadka króla Alberta" sezon: 1 odcinek: 3

 "Zagadka króla Alberta:"  

Myślę, że warto ten film obejrzeć. Albert Forster był gauleiterem NSDAP na Pomorzu i przyczynił się do eksterminacji, a także germanizacji Polaków na tym terenie.

Ludwik Gancarz w Auschwitz-Wspomnienia więźnia Auschwitz

Wspomnienia Ludwika Gancarza z pobytu w Auschwitz 
 

Dwudziestego stycznia 1943 roku zostałem uwolniony z katowickiego więzienia i wyprowadzony przez strażnika więziennego na wolność. Za bramą więzienia stał jakiś nieznany mi cywil i wskazując ręką, powiedział coś po niemiecku. Widząc pod ścianą więzienia stojącą grupkę ludzi, domyśliłem się, że mam do nich dołączyć. Stojąc już razem w grupie, podsłuchałem, że są to też zwolnieni z więzienia i zostaniemy razem przewiezieni do pracy w cukrowni...





W jakąś godzinę później, już na samochodzie okrytym szczelnie plandeką razem z 38 mężczyznami i kilku kobietami wyjechaliśmy w nieznanym dla nas kierunku. Po kilkugodzinnej jeździe samochód się zatrzymał. Obok stojącego już samochodu słyszeliśmy jakiś szwargot niemiecki i kroki chodzących ludzi. W chwilę później plandeka z tyłu samochodu nagle się podniosła, a kilku stojących żołnierzy obok samochodu krzyczało: "Raus". Po zeskoczeniu z samochodu zobaczyłem jakieś bardzo dziwne miasto. Jeszcze takiego miasta nigdy nie widziałem. Wszystkie domy były nie otynkowane i nie rosły tam drzewa ani żadne krzewy. Po zejściu wszystkich z samochodu żołnierze niemieccy ustawili nas po pięciu w szeregu i chodząc obok nas z karabinami gotowymi do strzału, zabronili nam rozmawiać. Stojąc już teraz w szeregu, przyglądałem się temu dziwnemu miastu. To dziwne miasto było też ogrodzone jakimś dziwnym płotem. Żołnierze, którzy nas pilnowali, na kołnierzach swoich mundurów mieli takie drukowane dwa 44 z drugiej strony trupią czaszkę, a pod nią dwa piszczele złożone w kształcie razy. Ta trupia czaszka na ich kołnierzach mnie przerażała. W kilka minut później, jeszcze z daleka, zobaczyłem, że z tego dziwnego miasta jacyś znowu dziwnie poubierani ludzie w takie pasiaste ubrania z ostrzyżonymi głowami, bez czapek, z założonymi na swoje barki powrozami ciągnęli jakiś duży wóz, który naładowany był do pełna, jak mi się z daleka wydawało, jakimiś okorowanymi pniami drzew. Z tyłu, też może z dwudziestu takich samych ludzi, popychało ten wóz.


To wszystko tutaj jest takie jakieś dziwne? Ja nigdy nie słyszałem, aby ktoś o takim dziwnym mieście coś mówił. Dziwne jest to miasto, ten płot i ci ludzie tak dziwacznie poubierani, i to że tego wozu nie ciągną konie?


W chwilę później kiedy już ciągnięty i popychany wóz zbliżał się do nas stojących ciągle w szeregach, wyraźnie poczułem, że czapka na mojej głowie się podniosła. O nie! O nie! To już niemożliwe? To wszystko od samego rana, to tylko mi się śni. 1 zaraz zacząłem się mocno szczypać po rękach, ale obudzić się nie mogłem. Dalej widziałem ten ciągnięty i popychany wóz naładowany pełniuteńko gołymi ludzkimi kościotrupami. Było ich ponad sto. Niektóre z tych kościotrupów wisiały z boku wozu z otwartymi ustami i oczami, a cieniutkie sztywne ich ręce kołysały się na wozie, jakby na nas kiwały. Kobiety stojące z nami, widząc to zaczęły głośno płakać i lamentować. A może ja umarłem? 1 jestem w piekle? Niedługo później już na pewno wiedziałem, ze to nie sen i że nie umarłem, a że jest to: "KONCENTRACIONS LAGIER AUSW1TZ". A nie cukrownia jak rano podsłuchałem. W godzinę później po raz pierwszy jako siedemnastoletni chłopiec razem z 38 mężczyznami i kobietami przekroczyłem bramę obozową. Po ostrzyżeniu włosów i przemundurowaniu nas zostaliśmy skierowani na trzytygodniowy blok kwarantanny. W czasie tej kwarantanny uczono nas maszerować i zdejmować myce (czapki) na komendę. Przy tych ćwiczeniach blokowy i sztubowi codziennie zabijali po kilku więźniów. Poza tym, raz w tygodniu niemiecki lekarz przeprowadzał selekcję i każdego słabiej wyglądającego więźnia skierowywał na zagazowanie. Do strachu przed męczeńską śmiercią jeszcze dołączył głód i zimno. To też dużo więźniów, nie mogąc wytrzymać tego prawdziwego piekła na ziemi, uciekali do drutów naładowanych wielkim napięciem elektrycznym, aby tutaj zakończyć mękę. Zazwyczaj im się to nie udawało, bo jeszcze przed dobiegnięciem do drutów zostawali zastrzeleni względnie postrzeleni przez strażników.

Po odbytej kwarantannie zostaliśmy przeniesieni na blok roboczy. Ale i tutaj dla więźnia nic się nie zmieniło, a jeśli, to bardzo często na gorsze. Bo musieliśmy wykonywać bardzo ciężkie prace na różnych budowach i na stacji kolejowej nosić biegiem różne materiały budowlane. Codziennie po skończonej pracy przynosiliśmy po kilku zabitych więźniów. Po powrocie z pracy i otrzymanej kolacji sztubowi znowu wyczytywali numery więźniów i zbijali ich najczęściej za niezawinione kary. Przeżycie jednego dnia w obozie, a nawet jednej godziny było wielkim szczęściem. Tutaj w każdej nawet minucie groziła więźniowi śmierć i to najczęściej męczeńska.

Mnie na szczęście "Dzięki Panu Bogu" pomimo bardzo młodego wieku udało się pokonać pięć takich najgroźniejszych obozów koncentracyjnych, o których mógłbym dużą książkę napisać.

19 grudnia 2010

Polacy z Gdyni - pierwsi wypędzeni

W ostatnich latach wiele się mówi o niemieckich tzw. „wypędzonych”. Jest to w dużej mierze wynik aktywnej działalności Eriki Steinbach – przewodniczącej niemieckiego Związku Wypędzonych. W cieniu odbywającej się gorącej dyskusji, wywołanej kilka lat temu sprawą utworzenia w Niemczech Centrum Przeciw Wypędzeniom, pozostaje historia tych ludzi, którzy jako pierwsi podczas II wojny światowej byli wyrzucani i wypędzani przez Niemców z własnych domów. Byli to mieszkańcy polskiej Gdyni. Historia wysiedleń z Gdyni jest mało znana i przez powojenne lata była przez władze PRL marginalizowana. Również w obecnym czasie nie widać zbyt wiele chęci udokumentowania tych wydarzeń dla następnych pokoleń. Wydaje się, ze istnieje ku temu ostatnia chwila – dopóki żyją jeszcze świadkowie i uczestnicy tamtych wydarzeń.


Niemieckie plany


Hitlerowska Trzecia Rzesza, od początku swojego istnienia domagała się zmian terytorialnych. W swoich planach hitlerowcy postanowili w pierwszej kolejności zlikwidować polską inteligencję, a następnie dokonać przesiedlenia ludności polskiej z ziem polskich, które wcześniej wchodziły w skład prowincji pruskich. Z terenu Pomorza mieli być wysiedleni wszyscy Polacy, którzy przybyli tam po 1919 roku. W ten sposób miały być zrealizowane plany zgermanizowania tych ziem oraz osiedlenia na nich znacznej liczby Niemców. 21 września 1939 roku na konferencji, która odbyła się w Berlinie, dowódcy grup operacyjnych policji bezpieczeństwa (Einzatzgruppen) i służby bezpieczeństwa (SD), działających na tyłach walczących w Polsce armii niemieckich, otrzymali polecenie przygotowania propozycji dotyczących masowych wysiedleń Polaków i Żydów. Wcześniej – 11 września – Himmler upoważnił służbę bezpieczeństwa (SD) do rozpoczęcia wysiedleń ludności polskiej z terenu Gdańska, Gdyni i Poznania. Na miejsce wysiedlanych Polaków planowano osiedlić Niemców z państw bałtyckich.


Wypędzeni


Akcja rozpoczęła się na początku października 1939r. w Gdyni – Orłowie. Wysiedlenia z Gdyni wiązały się z zamiarem osadzenia w tym mieście, ważnym dla morskiego przemysłu zbrojeniowego, jak największej liczby Niemców.


Całkowicie zaskoczeni mieszkańcy Orłowa mieli 20 minut na opuszczenie mieszkań. Dłuższe przebywanie w mieszkaniu uważane było za sabotaż i groziło śmiercią. W dniu 12 października wysiedlono łącznie 4000 mieszkańców, w tym 1300 dzieci. Część z tych ludzi umieszczono w tymczasowych barakach usytuowanych w peryferyjnych dzielnicach Gdyni, a część zakwaterowano w mieszkaniach polskich rodzin. Po zorganizowaniu transportu zostali wywiezieni do tworzonego już w tym czasie przez Niemców Generalnego Gubernatorstwa.


Wysiedleniom próbowano nadać charakter „dobrowolnej emigracji ludności”. Na specjalnie wyznaczonych posterunkach policji wydawano numerowane i podpisane przez prezydenta policji bilety, które jednocześnie stanowiły przepustkę graniczną uprawniającą do przekroczenia granicy, jak mówiono, „w kierunku kraju rodzinnego”. Mieszkańcy Gdyni korzystali częściowo z tych przepustek, a częściowo przenosili się do innych dzielnic miasta, chcąc uchronić się przed wysiedleniem. Znające tę sytuację władze niemieckie, 24 października 1939r. wydały „Ostanie rozporządzenie”, na mocy którego wzywały wszystkich Polaków do dobrowolnego opuszczenia Gdyni. Oporni mieli być wysiedlani przymusowo.


Wysiedlanych mieszkańców gromadzono przy dworcu od strony ul. Albert Forster Strasse (dziś ul. Morska), a stamtąd po przeprowadzeniu rewizji osobistej, wywożono codziennie wagonami towarowymi do Generalnej Guberni. Tym sposobem do 26 października 1939r. z Gdyni wysiedlono przymusowo ponad 12.000 mieszkańców, a „dobrowolnie” opuściło miasto około 38.000 osób. Tych, którzy pozostali zmuszono do opuszczenia swoich mieszkań i zamieszkania na peryferiach miasta. Dalsze wysiedlenia przeprowadzano w maju 1940r. kiedy to wypędzono z Gdyni 138 Polaków, a następnie we wrześniu i październiku 1940r. dokonując masowego wysiedlenia 22.000 osób. Brak rąk do pracy w przemyśle niemieckim oraz sytuacja na froncie spowodowały, że 16 marca 1941r. władze hitlerowskie wydały zarządzenie wstrzymania transportów do Generalnej Guberni, zatrzymując w ten sposób masowe wysiedlenia Polaków z Gdyni.


Relacja


Najlepszym przykładem, w jakiej sytuacji Niemcy pozostawiali mieszkańców Gdyni wyrzucanych ze swoich domów może być tylko bezpośrednia relacja uczestnika tamtych wydarzeń. Poniższa relacja została opublikowana w materiałach z sesji naukowej wydanych przez Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych, która odbyła się 19 grudnia 2002r. w Gdyni. Mówi mieszkanka Gdyni – Helena Szwichtenberg: „W domu naszym, u lokatora – pana Wiśniewskiego, mieszkała Niemka imieniem Emma, która po wkroczeniu Niemców wywiesiła na naszym domu flagę z hakenkreuzem, a na drzwiach umieściła afisz o natychmiastowym opuszczeniu domu i wysiedleniu. Następnie dnia 25.X.1939 roku, wczesnym rankiem, kiedy spaliśmy, wtargnęła do naszego mieszkania wraz z dwoma gestapowcami. Z okrzykami „raus” szarpano nas, a następnie wyrzucono z domu. Ledwie pozwolili nam się ubrać. Dop rowadzono nas do kolumny wypędzonych na ul. Morską i pod karabinami doprowadzono aż do stacji kolejowej w Gdyni. Klucz musiał zostać w drzwiach mieszkania. Byliśmy bez żadnego bagażu, gdyż nie pozwolono nam nic zabrać. Byliśmy zziębnięci i głodni. Był koniec października. Rodzice moi zostawili dobytek całego życia: działkę, dom i wszystko, co się w nim znajdowało. Następnie zostaliśmy wpakowani siłą do bydlęcych, brudnych, bez okien wagonów, tylu ile Niemcy dali radę na siłę wcisnąć. Podczas podróży ciągle byliśmy pilnowani przez gestapo w budkach u boku wagonu. Nie wiedzieliśmy dokąd nas wiozą, często odstawiani na bocznicę i pilnowani. Nie otwierano drzwi. Podróż trwała około siedmiu do dziesięciu dni. Było bardzo zimno, byliśmy mocno głodni. Był płacz i panika. Były trupy, szczególnie niemowlęta i starcy. Był już listopad 1939 roku. Wreszcie wypuścili nas w Lublinie. Tam nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić, co dalej, dokąd iść – głód. Nie mieliśmy żadnych rzeczy do przebrania. Koczowaliśmy na dworcu i w tunelach, jednocześnie żebrząc o jedzenie i przykrycie... Poniewieraliśmy się w różnych stronach Generalnej Guberni szukając racji bytu, prosząc ludzi o ratunek, zbierając kłosy i zmarznięte ziemniaki... Znaleźliśmy się wreszcie w okolicach Sandomierza we wsi Lenarczyce. W grudniu 1943 roku zostaliśmy aresztowani przez Niemców po raz drugi. Jako internowani zostaliśmy wywiezieni do lagru przejściowego w Częstochowie, gdzie przeszliśmy selekcję razem z Żydami i ludźmi z tzw. łapanek. Przydzielono nas na roboty przymusowe na zapotrzebowanie Niemca Otto Grodeck w miejscowości Olszówka powiat Tczew. Tam jako małoletnia bardzo ciężko pracowałam aż do wyzwolenia...”.


Bilans


Trudno jest określić, nawet w przybliżeniu, liczbę Polaków wysiedlonych z terenu Pomorza, w tym z Gdyni, po 1 września 1939 roku. Trudno także znaleźć konkretną liczbę wysiedlonych z samej Gdyni. Związane jest to zapewne z brakiem dokumentacji w tym zakresie. Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych mówi o około 100 tysiącach wypędzonych z Gdyni Polakach, natomiast niektórzy historycy liczbę wypędzonych oceniają na około 70 tysięcy. Rocznik statystyczny z 1938 roku podawał, że w tamtym czasie Gdynię zamieszkiwało 114 tysięcy mieszkańców. Niemożność ustalenia dokładnej liczby wysiedlonych nie zmienia faktu, że Gdynianie byli pierwszymi ofiarami masowych wypędzeń stosowanych przez hitlerowców w stosunku do Polaków. Wypędzeń, które nosiły znamiona akcji eksterminacyjnej. I jako eksterminację ludności polskiej należy je traktować.

17 grudnia 2010

Jan Michalak -"Nr 3273 miał 16 lat"-Wspomnienia 16 latka z obozów koncentracyjnych

Autor książki Jan Michalak opisuje wspomnienia po latach z obozów na Majdanku,Gross Rosen oraz komanda obozu koncentracyjnego Flossenburg w mieście Leitmeritz.Michalak próbuje uzmysłowić w jakże prosty sposób historię działania obozów których był więźniem.
Co do narracji to jest ona barwna i przejżysta i każdy zainteresowany tą tematyką na pewno sięgnie po tą pozycje.

Książki należy szukać w bibliotekach i antykwariatach.